niedziela, 4 lutego 2018
sobota, 3 lutego 2018
Szok
piątek, 2 lutego 2018
Rozpoczynamy przygodę życia
Zaczynamy, stres jak cholera. Dwie przesiadki, pierwsza w Zurychu a druga w Singapurze. Z Warszawy wylot 7:40, liniami LOT nietety opóźniony. W Zurychu mamy tylko 55 minut na przesiadkę i to pod warunkiem, że Lot podoła wyzwaniu. OCZYWIŚCIE NIE PODOŁAŁ! Krótki lot a jednak, opóźnienie 45 minut, to niewiarygodne!!! Zdążyliśmy na samolot tylko dzięki temu, że był z nami Karol, który wziął 3 bagaże podręczne i biegł z nimi a my za nim. On kierował, raz schodami w górę, potem w dół, znów w górę i znów w dół a potem pociąg i znów w górę. Weszliśmy na pokład jako ostatni pasażerowie. Samolot ogromny, 2 - piętrowy więc zaczęło się szukanie swojego miejsca itd... . Przed nami 12 godzin i 25 minut lotu ale dzieciaki w większości spędziły go tak
Budzili się tylko na posiłki i mycie ;)
Następnie 1 godzina i 45 minut na zwiedzanie lotniska w Singapurze. Zdecydowanie za mało. Udało nam się wyjść z lotniska, temperatura ponad 38 stopni i wilgotność nie do opisania. Czuliśmy się jak w saunie. 7 i pół godziny lotu i oczekiwanie na lądowanie w Melbourne. Dzięki LOT-owi nie udało się zgrać naszych bagaży z samolotami więc bagaże nie dotarły, zostaliśmy tylko z podręcznymi. Nadal nie wiem jak to jest możliwe, że LOT spóźnił się 45 minut na trasie 2 - godzinnej a Singapore Airlines przy lotach długodystansowych nie spóźnił się nawet minuty.
Na lotnisku przywitała nas Edysia, oczywiście łzy w oczach, tusz na policzkach ..... jednym słowem nieopisana radość.
niedziela, 10 września 2017
Grzybobranie wrzesień 2017
Jak nie było to nie było a teraz można z kosą po lesie chodzić. Zamykam oczy i je widzę, piękne, na grubych nóżkach, wspaniałe i zdrowe ...... prawdziwki. Jest ich zatrzęsienie, nigdy w życiu nie miałam okazji zbierać ich w takich ilościach. Było ich dużo ale nie aż tyle. Pierwszy raz mam ich tyle, że mogę zrobić marynaty z prawdziwków. Ba, mam już chyba ze 30 słoiczków a to dopiero pierwszy weekend na grzybach. Suszarka i piekarnik działają 3 dobę bez przerwy. Już nie mogę doczekać się soboty!!!
niedziela, 6 sierpnia 2017
Wakacje w kamperze
Od samego początku, gdy tylko mój M stwierdził, że musimy spróbować wakacji w kamperze robiło mi się słabo. Na początku znajomości gdy nie było kasy wolny czas spędzaliśmy pod namiotami w Sielpi, Bolminie a w lepszych czasach na Maleszowej. Wiadomo, że wiązało się to z konserwami, wekami, ogólnie rzecz biorąc z bagażnikiem jedzenia i picia, o tak piiiiiciaaaa i skrajnym brakiem higieny. Gdy dzieciaczki już były na świecie staraliśmy się spędzać wakacje w wynajętych apartamentach. Niestety to też wiązało się z gotowaniem, sprzątaniem, praniem .... na bieżąco, reasumując trochę słabo z wypoczynkiem. Najlepszym dla mnie jest tzw. "all inclusive" czyli totalne nieróbstwo. Uważam, że jeśli ktoś chce jechać na wczasy i wypocząć taki rodzaj wczasów jest najlepszy. Hotel z Aquaparkiem, animatorzy, jedzenie i picie 24 h na dobę, masażyści, imprezy integracyjne wieczorami to luksus dla każdego chociaż na 10 dni w roku.
Tym razem wraz z rodziną z Australii postanowiliśmy wypocząć wspólnie w kamperze. 5 osób jest ze sobą non stop, zero intymności. Dobrym pomysłem było nie korzystanie z toalety w aucie, myślę nawet że najlepszym. Sprzątania niewiele, ponieważ wszystkie spotkania były na zewnątrz auta i właściwie codziennie w innym miejscu co uważam za ogromny plus. Zwiedzanie, spożywanie obiadów w różnych restauracjach na terenie 3 krajów, zaliczone dwie plaże w dwóch krajach, ekstremalny przejazd przez Karpaty i to dwukrotnie różnymi trasami. Super były także spotkania z Bułgarami, Rumunami, Anglikami, Polakami, Węgrami i Czechami. Fajnie było posłuchać jak Czech Józef mówiący tylko po czesku rozmawiał z Marcinem. Gdy Marcin mówił "poszukam gniazdka dla Ciebie" Józef śmiał się w niebogłosy, bo niestety gniazdko było "poruchane". Jeśli chciałabym podsumować cały wyjazd to przede wszystkim żałujemy, że nie wzięliśmy nowszego kampera. Niestety wynajmując go braliśmy pod uwagę moc silnika co właściwie wykluczało młodszą wersję ale gdybym miała jeszcze raz wybierać, wybór padłby na młodszego. Wyjazd był super przede wszystkim na niepowtarzalne towarzystwo przy którym człowiek zapominał o mankamentach podróży. I tak naprawdę nic więcej się nie liczy. Co z tego, że mogliśmy mieć super furę kiedy wystarczyło pojechać w słabszym składzie albo się pokłócić i wyjazd straciłby swój urok. Wszyscy byliśmy cały czas uśmiechnięci i szczęśliwi, napawaliśmy się swoim towarzystwem.
Tym razem wraz z rodziną z Australii postanowiliśmy wypocząć wspólnie w kamperze. 5 osób jest ze sobą non stop, zero intymności. Dobrym pomysłem było nie korzystanie z toalety w aucie, myślę nawet że najlepszym. Sprzątania niewiele, ponieważ wszystkie spotkania były na zewnątrz auta i właściwie codziennie w innym miejscu co uważam za ogromny plus. Zwiedzanie, spożywanie obiadów w różnych restauracjach na terenie 3 krajów, zaliczone dwie plaże w dwóch krajach, ekstremalny przejazd przez Karpaty i to dwukrotnie różnymi trasami. Super były także spotkania z Bułgarami, Rumunami, Anglikami, Polakami, Węgrami i Czechami. Fajnie było posłuchać jak Czech Józef mówiący tylko po czesku rozmawiał z Marcinem. Gdy Marcin mówił "poszukam gniazdka dla Ciebie" Józef śmiał się w niebogłosy, bo niestety gniazdko było "poruchane". Jeśli chciałabym podsumować cały wyjazd to przede wszystkim żałujemy, że nie wzięliśmy nowszego kampera. Niestety wynajmując go braliśmy pod uwagę moc silnika co właściwie wykluczało młodszą wersję ale gdybym miała jeszcze raz wybierać, wybór padłby na młodszego. Wyjazd był super przede wszystkim na niepowtarzalne towarzystwo przy którym człowiek zapominał o mankamentach podróży. I tak naprawdę nic więcej się nie liczy. Co z tego, że mogliśmy mieć super furę kiedy wystarczyło pojechać w słabszym składzie albo się pokłócić i wyjazd straciłby swój urok. Wszyscy byliśmy cały czas uśmiechnięci i szczęśliwi, napawaliśmy się swoim towarzystwem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























